Kolaż składa się z dwóch zdjęć. Z jednej strony widoczna jest twarz mężczyzny w średnim wieku, łysego, z brodą, w marynarce, z drugiej zaś kobiety w średnim wieku, o jasnych włosach, w okularach. Fotografia pochodzi z archiwum prywatnego.

Adaptacja - konieczność, nie wybór

Zmiany klimatyczne to jedno z najważniejszych i najbardziej palących wyzwań współczesnego świata. O globalnym ociepleniu, suszy w Wielkopolsce, roli Funduszy Europejskich i dezinformacji rozmawiamy z prof. UAM dr hab. Renatą Graf z Zakładu Hydrologii i Gospodarki Wodnej oraz prof. dr. hab. Leszkiem Kolendowiczem - kierownikiem Zakładu Meteorologii i Klimatologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Czy globalne ocieplenie postępuje szybciej, niż przewidywaliśmy jeszcze dekadę temu?

Prof. Leszek Kolendowicz: Jeśli spojrzymy na wykresy zmian temperatury z różnych stron świata – to w skali globalnej zobaczymy bardzo wyraźnie, że od początku XXI wieku są one ze sobą silnie skorelowane. Ocieplenie klimatu obejmuje dziś cały świat. Dane pokazują, że od 1851 roku do czasów współczesnych średni wzrost temperatury wynosił około 1,3°C na 100 lat. Co niepokojące, tempo to zaczęło gwałtownie przyspieszać w latach 80. XX wieku, osiągając około 3,6°C na 100 lat. Jeszcze bardziej zatrważające są dane z ostatnich trzech dekad, które w przypadku Polski wskazują na tempo sięgające nawet 7°C na 100 lat. Nie ma więc wątpliwości, że globalne ocieplenie postępuje dziś szybciej, niż przewidywano jeszcze dekadę temu.

Które wskaźniki klimatyczne są najbardziej niepokojące?

Prof. Leszek Kolendowicz: Bez wątpienia wzrost temperatury. To właśnie on uruchamia cały łańcuch zmian, które wpływają na wiele aspektów naszego życia. Oczywiście można wskazać pewne pozorne korzyści, jak choćby wydłużenie okresu wegetacyjnego, jednak bilans zmian klimatycznych jest zdecydowanie niekorzystny. Już teraz wzrost temperatury daje się mocno we znaki mieszkańcom miast. Zjawisko miejskich wysp ciepła sprawia, że w okresach upałów funkcjonowanie w przestrzeni miejskiej staje się coraz trudniejsze. Nakładają się na to zarówno zmiany klimatu, jak i czynniki lokalne - zagęszczona zabudowa czy emisja ciepła.

cudzysłów Coraz częściej będziemy obserwować fale upałów, a nasz komfort życia będzie się pogarszał.

Zmiany klimatu odbiją się także na turystyce – przykładem będzie krótszy sezon narciarski spowodowany brakiem stabilnej pokrywy śnieżnej. I choć obserwujemy niewielki wzrost rocznej sumy opadów, to kluczowy problem polega na zmianie ich rozkładu w ciągu roku. Coraz większe opady występują zimą, natomiast latem dominują gwałtowne opady konwekcyjne związane z komórkami burzowymi. Przynoszą one duże ilości wody w bardzo krótkim czasie, co jest trudne do wykorzystania rolniczo i sprzyja szybkiemu spływowi wody do rzek. Dodatkowo brak śniegu zimą ogranicza naturalną retencję, co pogarsza warunki wodne i zwiększa ryzyko suszy w kolejnych miesiącach. Trzeba też wspomnieć, że chmury burzowe nie tylko przynoszą deszcze nawalne, ale również ryzyko wystąpienia tornad i trąb powietrznych. Te zjawiska będą się nasilać.

O jakich jeszcze skutkach zmian klimatu możemy mówić?

Prof. Renata Graf: Przede wszystkim należy wskazać na zmianę struktury opadów, szczególnie w okresie zimowym. Coraz częściej obserwujemy brak stabilnej pokrywy śnieżnej, a to właśnie retencja wody w postaci śniegu oraz późniejsze spływy roztopowe stanowią jeden z podstawowych mechanizmów odnawiania zasobów wód podziemnych oraz zasilania rzek i innych wód powierzchniowych. Gdy brakuje śniegu, cały system hydrologiczny zaczyna funkcjonować inaczej. W efekcie obserwujemy coraz większe różnice pomiędzy ekstremami – bardzo niskimi i bardzo wysokimi stanami wód w rzekach. Oznacza to w konsekwencji dłuższe okresy niedoboru wody, zarówno w glebie, jak i w ciekach. Wraz ze wzrostem temperatury powietrza należy spodziewać się dalszego wydłużania tych okresów, co przyczynić może się do pogłębiania deficytów wodnych. Zmienia się również charakter wezbrań na rzekach w sezonie zimowym. Coraz częściej mają one charakter opadowy, a nie roztopowy, co w naszej strefie klimatycznej jest zjawiskiem nietypowym. Są to wezbrania szybsze, gwałtowniejsze i trudniejsze do przewidzenia, co stanowi dodatkowe wyzwanie dla gospodarki wodnej i systemów ochrony przeciwpowodziowej. Wzrost temperatury powietrza, szczególnie w sezonie zimowym – rzędu około dwóch stopni – przekłada się także na temperaturę wód. Badania wskazują na wyraźny wzrost temperatury wód powierzchniowych, zwłaszcza od końca lat 80. XX wieku. Średnia temperatura wód rzecznych wzrosła już o około jeden stopień, co ma istotne konsekwencje dla funkcjonowania ekosystemów wodnych oraz jakości zasobów wodnych.

Na zdjęciu widoczny jest niewielki ogród w mieście. Jest ścieżka i rośliny. W tle przejeżdża tramwaj. Fotografia pochodzi z archiwum beneficjenta.

A dlaczego nasz region jest szczególnie narażony na problem suszy?

Prof. Renata Graf: Przede wszystkim wynika to z niekorzystnej sytuacji hydrologicznej, czyli specyficznej struktury bilansu wodnego regionu. Jest to obszar o jednych z najniższych rocznych sum opadów w Polsce, przy jednocześnie bardzo wysokim parowaniu. Gdy zestawimy te dwie składowe, okazuje się, że ilość wody pozostającej w środowisku jest niewielka. W praktyce oznacza to, że przy rocznych sumach opadów rzędu 530–550 mm, parowanie może przekraczać nawet 450 mm. Istotną rolę odgrywają również warunki glebowe. Gleby w Wielkopolsce charakteryzują się niską zdolnością retencyjną, co sprzyja szybkiemu odpływowi i parowaniu wody. Dodatkowo dominujące w regionie uprawy rolnicze cechują się wysokim wskaźnikiem ewapotranspiracji – woda, która pojawia się w postaci opadu, jest szybko włączona w cykl fizjologiczny roślin i ulega stratom w postaci parowania z gleby. W efekcie tylko niewielka część opadów pozostaje w środowisku, co wyraźnie potęguje problem suszy.

Prof. Leszek Kolendowicz: Tak jak wspomniałem, problemem są też opady konwekcyjne, które mają bardzo gwałtowny charakter – trwają krótko, przynoszą duże sumy opadów, ale występują rzadko i z dużym natężeniem. Z punktu widzenia rolnictwa taka woda jest bardzo trudna do wykorzystania, ponieważ zamiast wsiąkać w glebę, szybko spływa i jest odprowadzana z systemu. Jeśli nie zostaną podjęte działania umożliwiające wychwytywanie i retencjonowanie tej wody, problem suszy glebowej będzie się systematycznie pogłębiał.

Prof. Renata Graf: Problem dzisiejszego zagrożenia suszą w regionie sięga tak naprawdę XIX wieku, kiedy rozpoczęto intensywne działania związane z odwodnieniami i wylesianiem terenu. Prowadzone na dużą skalę melioracje przyniosły krótkoterminowe korzyści, a ich długofalowe skutki są wyraźnie widoczne dopiero dzisiaj. Sytuację dodatkowo pogarsza niekorzystna struktura klimatu w naszym regionie, co sprawia, że kumulują się tu zarówno skutki historycznych działań człowieka, jak i współczesnych zmian klimatycznych. Dlatego niezbędne jest podjęcie działań w zakresie tzw. małej retencji oraz wzmocnienia potencjału retencyjnego gleb. Kluczowe jest jednak to, w jaki sposób rozwiązania te są stosowane. Na przykład systemy nawadniania kropelkowego pozwalają na bezpośrednie zasilanie gleby i są znacznie bardziej efektywne niż nawadnianie za pomocą deszczowni.

Jakie działania powinny podjąć samorządy, aby lepiej przygotować się na potencjalne niedobory wody?

Prof. Leszek Kolendowicz: Tak jak wspomniała pani profesor, kluczowa jest mała retencja. Są to rozwiązania możliwe do wdrożenia na bardzo różnych poziomach – od pojedynczych gospodarstw domowych po całe osiedla czy dzielnice miast. Na poziomie lokalnym mogą to być proste działania, takie jak magazynowanie deszczówki w zbiornikach czy beczkach przy domach oraz zakładanie ogrodów deszczowych. W miastach coraz częściej stosuje się rozwiązania pozwalające na zatrzymywanie wody pomiędzy budynkami – przykłady takich działań można już zobaczyć m.in. w Bydgoszczy czy w Trójmieście. Ich celem jest spowolnienie odpływu wody i umożliwienie jej wsiąkania w grunt. Równie istotne są działania na obszarach rolniczych i leśnych. W rolnictwie chodzi przede wszystkim o zatrzymywanie wody na polu tak, aby mogła przesiąkać w glebę i zasilać jej zasoby. W lasach i na terenach rolnych skuteczne jest także lokalne podpiętrzanie wody w rowach i ciekach.

Prof. Renata Graf: Istotne działania można podjąć w obszarze gospodarki wodno-ściekowej. Przykładem może być modernizacja i wdrażanie nowych technologii, które umożliwią odzysk tzw. wody szarej. Wzmocnienie i rozwój technologii podczyszczania ścieków pozwoliłoby na ponowne włączenie takiej wody do obiegu i jej efektywne wykorzystanie, na przykład do celów technicznych czy przemysłowych.

Fotografia przedstawia miejski rynek, na którym znajdują się kwietne donice, rzeźby i ławki. Zdjęcie pochodzi z archiwum beneficjenta.

Jaką rolę w walce ze zmianami klimatu odgrywają Fundusze Europejskie?

Prof. Leszek Kolendowicz: Istotną, ponieważ umożliwiają szerokie i kompleksowe działania - od transformacji energetycznej, rozwoju odnawialnych źródeł energii i stopniowej rezygnacji z węgla, po adaptację do skutków zmian klimatu. Szczególnie istotne jest wsparcie dla obszarów miejskich, które są mało odporne na fale upałów. W wielu gminach te środki są wykorzystywane na szeroką skalę. Jestem zbudowany poziomem zaangażowania lokalnych społeczności. Dobrym przykładem jest Czempiń, gdzie co roku organizowane są konferencje poświęcone adaptacji do zmian klimatu. Realizowane są tam też projekty związane z małą retencją, ogrodami deszczowymi oraz dostosowywaniem miasta do zmieniających się warunków klimatycznych. To pokazuje, że coraz więcej z nas ma świadomość zmieniającego się klimatu.

Prof. Renata Graf: Unijne środki sprawiają, że coraz częściej projektujemy i wdrażamy rozwiązania oparte na błękitno-zielonej infrastrukturze.

cudzysłów Parki kieszonkowe, zielone dachy czy zielone ściany są dobrymi przykładami rozproszonej retencji krajobrazowej w mieście.

Warto „po sąsiedzku” zwrócić uwagę na Bydgoszcz, która w praktyce realizuje ideę miasta-gąbki, m.in. poprzez szeroki program budowy zbiorników retencyjnych.

Obok realnych działań na rzecz klimatu narasta fala dezinformacji. Jak możemy ograniczyć jej wpływ?

Prof. Leszek Kolendowicz: Podstawą jest edukacja. Nasz wydział od lat współpracuje z liceum w Kaliszu. Co roku organizowana jest tam konferencja poświęcona zmianom klimatu oraz możliwościom przystosowania miast do tych wyzwań. Takie inicjatywy budują świadomość już na bardzo wczesnym etapie. Spotkania z młodymi ludźmi pokazują mi, że naprawdę mają solidną wiedzę na temat zmian klimatu. Jestem zbudowany poziomem ich świadomości - to nasz kapitał na przyszłość. Oczywiście są osoby, które świadomie wprowadzają dezinformację, ale jest to grupa nieliczna, choć bardzo głośna. Dlatego jako naukowcy powinniśmy mówić ludziom wprost, jak jest naprawdę. Informacje dotyczące zmian klimatu opierają się bowiem na twardych danych naukowych, z którymi nikt nie powinien dyskutować. Oczywiście na manipulowaniu tym tematem można próbować budować kapitał polityczny, ale to strategia, która ma bardzo krótkie nogi. Fakty i nauka w dłuższej perspektywie zawsze się obronią.

Jak będzie kształtować się klimat w naszym kraju za 20-30 lat, jeśli nie ograniczymy skutków globalnego ocieplenia?

Prof. Leszek Kolendowicz: Biorąc pod uwagę prawa fizyki atmosfery, nawet gdybyśmy dziś całkowicie przestali emitować gazy cieplarniane, proces wzrostu temperatury jeszcze przez długi czas będzie się utrzymywał. Aby stężenie dwutlenku węgla w atmosferze zmniejszyło się o połowę, potrzeba tysiąca lat. Dlatego nasze obecne działania koncentrują się nie tylko na ograniczaniu emisji, ale przede wszystkim na adaptacji do zmian, które już są nieuniknione. Jednocześnie można mieć wątpliwości, czy świat rzeczywiście zmierza dziś w kierunku wystarczająco skutecznych rozwiązań. Stany Zjednoczone wycofują się z międzynarodowych porozumień klimatycznych. Kraje takie jak Chiny, Indie czy Meksyk deklarują działania na rzecz klimatu, ale skala tych działań bywa niewystarczająca. Europa podejmuje realne wysiłki, jednak jej udział w globalnych emisjach stanowi tylko część całości. Aby mówić o rzeczywistym sukcesie, konieczne byłoby globalne zjednoczenie i wspólna odpowiedzialność. Niestety, na razie niewiele wskazuje na to, by taki scenariusz miał się szybko urzeczywistnić. Niemniej, trzeba robić swoje.

Rozmawiał: Łukasz Karkoszka