Fotografię wykonano na łące. Spora grupa ludzi, z których część jest w tradycyjnych, ludowych strojach, zgromadziła się wokół ogniska. Zdjęcie pochodzi z archiwum Muzeum Ziemi Rawickiej.

Dudy, żur, smolorze. Opowieść z hazackich wsi

Palą żur, maszerują w pochodzie smolorzy, mówią gwarą, a do tańca przygrywają im dudy i skrzypce. Hazacy żyją w kilkunastu wsiach na południowy wschód od Rawicza, tworząc wyjątkowy mikroregion etnograficzny. Przy unijnym wsparciu zyskują rozgłos nie tylko w Wielkopolsce. Pojechaliśmy sprawdzić z bliska, jak pielęgnują swoje tradycje.

Hazacka opowieść zaczyna się w XVI wieku. To wtedy, na podmokłe tereny w dorzeczu Orli, przybywają pierwsi osadnicy z północnego Śląska. Karczują czarny las, stawiają pierwsze chałupy, zakładają wsie. Miejscowi mówią na nich Leśniacy albo Lasacy. Z czasem stworzą tu własny, odrębny świat. Już dziś ich tradycje są chronione wpisem na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego, co daje rangę i widoczność. Temu służy także realizowany od marca projekt „Tradycje i kultura mikroregionu hazackiego – aktywizacja społeczności lokalnej”.



***

W Muzeum Ziemi Rawickiej czeka na nas ubrany w ludowy strój Michał Umławski. Instruktor, tancerz, etnograf, prezes fundacji gromadzącej wokół siebie wielkopolskie kapele dudziarskie, budowniczy instrumentów, a przede wszystkim dudziarz. Laureat prestiżowego Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym. Urodzony w Szymanowie, jak mało kto zna historię i brzmienie tej ziemi.

– W naszej podstawówce działał Regionalny Zespół „Wisieloki”, prowadzony przez Franciszka i Anię Brzeskotów. Zacząłem chodzić na próby, podobnie jak moje rodzeństwo. Miałem wtedy dziesięć lat – wspomina. – Pan Franciszek grał na dudach. Mimo zaawansowanego wieku powiedział kiedyś mojej mamie, że gdyby znalazł się jakiś uczeń, to może jeszcze by go nauczył.

Nauka trwała dwa lata, choć początki były trudne.

– Dudy to instrument kapryśny i wymagający. Trzeba włożyć wiele wysiłku, by opanować technikę, tym bardziej że tradycyjne utwory gra się z pamięci, nie z nut – opowiada. – Z czasem przyszły konkursy, przygrywanie do tańca, pierwsze występy. Dołączyła do mnie siostra, która grała na skrzypcach podwiązanych. Tradycyjna kapela dudziarska to bowiem duet: dudziarz i skrzypek.

Na zdjęciu widać mężczyznę w tradycyjnym stroju, składającego się między innymi z kapelusza, kamizelki i koszuli, grającego na dudach. Muzyk stoi w pomieszczeniu muzealnym, przedstawiającym wystrój dawnej chaty. Autorem fotografii jest Dominik Wójcik.

Po maturze dla Michała Umławskiego naturalnym wyborem była historia i etnografia. Jednak zanim w pełni oddał się pasji dudziarskiej, próbował zawodowo innych rzeczy.

– Ciągnęło mnie jednak do dud. Zostałem instruktorem. Dziś prowadzę kapelę w Wisielokach, przejąłem kapelę leszczyńską, a potem założyłem fundację Dudziarze.eu. Mam pod opieką sześć, czasem osiem kapel. Jeżdżę do Raszkowa, Przygodzic, Bukowca Górnego, gdzie z innymi pasjonatami staramy się odtworzyć dawne lokalne tradycje – opowiada i pokazuje nam dudy.

Tłumaczy ich konstrukcję z cierpliwością kogoś, kto robił to setki razy, ale wciąż z pasją.

– Dudy należą do aerofonów ludowych stroikowych, tzw. zadymanych. Nie dmucha się ustami, tylko korzysta się z mieszka, podobnego do miecha kowalskiego. Z niego powietrze idzie do wora, a dalej do dwóch piszczałek: melodycznej zakończonej dźwięcznikiem w postaci rogu z mosieżną czarą i burdonowej. Burdon daje charakterystyczne buczenie, tło. Melodię gra się na ośmiu dźwiękach, palcowaniem zamkniętym, zupełnie innym niż na flecie czy dudach szkockich.

Największa trudność?

– Koordynacja. Prawe ramię musi cały czas pompować powietrze, drugie kontroluje ciśnienie w worku, dłonie grają melodię, a głowa musi pamiętać, co gra, bo uczymy się bez nut. No i nie ma tu instrumentu, który wybija rytm.



***

Dudy to jeden z najważniejszych elementów tradycji hazackich. W Wielki Czwartek, podczas obrzędu Palenia Żuru, Michał Umławski zagrał na nich kilka dawnych pieśni. Brzmienie dud unosiło się nad placem jak echo dawnych czasów – bo

cudzysłów Palenie Żuru to dla Hazaków obrzęd szczególny, symboliczna granica między końcem Wielkiego Postu a początkiem wiosny.

Dawniej żur, jako potrawę postną, wynoszono poza obejście, by pozbyć się zimy i wszystkiego, co nieczyste. Resztki zakopywano, a na ich miejscu rozpalano ognisko, które miało oczyścić i przynieść nowe.

Drugim charakterystycznym zwyczajem są Zielone Świątki i pochód smolorzy. To nawiązanie do dawnych leśników zajmujących się wyrębem drzew i wyrobem dziegciu. Smolorze - umorusani sadzą chłopacy, chodzili od domu do domu, zalecając się do dziewczyn. Towarzyszyła im muzyka dudziarska i przyśpiewki, które do dziś potrafią poderwać ludzi z ławek.

– Cieszę się, że dzięki Funduszom Europejskim możemy pokazywać nasze unikatowe tradycje szerszej publiczności. Dziś przeżywamy renesans ludowości. Ludzie zaczynają szukać swoich korzeni – mówi Michał Umławski. – A przy okazji te niezwykłe tradycje odciągają dzieci od telefonów. Dudy są niszowe, ale żyją. I dopóki są ludzie, którzy chcą je budować, uczyć i grać, ten instrument będzie brzmiał – podkreśla i opowiada też o najnowszym przedsięwzięciu:
– Złożyłem projekt do Narodowego Instytutu Wolności i dzięki temu powstały nowe kompozycje na dudy, nad którymi pracowaliśmy z zespołem Dagadana. 16 maja wykonamy je w Rawiczu. Pokażemy dudy od innej strony – we współbrzmieniu z muzyką współczesną. Zapraszamy.



***

Do rozmowy dołącza Grażyna Konopka. Hafciarka i działaczka społeczna, strażniczka tradycji Hazów. Kieruje zespołem „Wisieloki” i stowarzyszeniem, organizując warsztaty i widowiska obrzędowe. Doskonale pamięta dawne tradycje, które kultywowała jej babcia. Na prezentowanej w muzeum wystawie zobaczyć można wyjątkowo cenną pamiątkę z jej rodzinnego domu - dawną jaczkę.

– Moja babcia ubierała ją na szczególne okazje. Dorastałam, patrząc, jak zakłada ją z dumą. Wyrosłam z tych korzeni – mówi.

Fotografia przedstawia starszą kobietę o czerwonych, prostych włosach, stojącą przy manekinie ubranym w białą, tradycyjną bluzkę i czerwone korale. Autorem zdjęcia jest Dominik Wójcik.

Jej przygoda z hazackimi tradycjami zaczęła się w dzieciństwie. Jej nauczycielką była pani Ania Brzeskot, która prowadziła zespół „Wisieloki”. Wciągnęła ją do zespołu.

– Tańczyłam do czwartej klasy. Po szkole wyjechałam na dalszą edukację, a gdy wróciłam, ponownie trafiłam do zespołu, tym razem za sprawą koła gospodyń w Szymanowie. Pani Ania od razu powiedziała: „Dziewczę, ty mi tu pomożesz”. Członkinie koła gospodyń były jednocześnie w zespole, więc wiele wydarzeń przygotowywaliśmy razem. I tak minęło już ponad czterdzieści lat – wspomina.

Pani Grażyna zajmowała się zapleczem, jeździła na występy, wdrażała się we wszystko.

– Pani Ania była moim mentorem – mówi, a wspomnienia płyną dalej - o tańcach, muzyce, gwarze. – Do dziś pamiętam „wisieloka”. Pytali nas, czy jesteśmy „wisielcami”. A to przecież od „wiesiołka” – urwisa, co gęsi pasał. Nazwą zajęła się kiedyś etymolożka z Instytutu im. Oskara Kolberga. Powiedziała: „Źle to wymyśliliście. To nie jest wisielok, tylko wiesielok!”. Pani Anna nie miała tej wiedzy, więc na jednej z prób wzięto tego „wisieloka” z przyśpiewki.

Opowiada też o pracy dokumentacyjnej prowadzonej w regionie.

cudzysłów – Franciszek Brzeskot skatalogował przyśpiewki hazackie. Jeździł rowerem, nagrywał na magnetofon. Dzięki temu mamy zbiór, który wydaliśmy. Tak samo z obrzędami – kiedyś nagrano palenie żuru i tradycja nie zanikła. Pamiętam też smolorzy – uśmiecha się.

W jej opowieściach pojawiają się także charakterystyczne elementy stroju. Spódnica, piekielnica, czyli halka, gorset, bluzka, czarna jaczka. Ale najbardziej wyjątkowy jest czepek. Trójdzielny. Od czoła do potylicy ma dwa przeszycia, tworzące trzy podłużne wybrzuszenia. Do tego przewiązany jest wstążką wiązaną z przodu w małą kokardę. Ewenement na skalę kraju. Innym unikatowym zwyczajem jest dynamiczna polka kulawka.

– Pamiętam, jak na dniach seniora pewien starszy mieszkaniec naszej wsi tańczył tę polkę z moją babcią – mówi. – Jest co wspominać.



***

Na wystawie „Haftem malowane” prezentowanej w rawickim muzeum oglądamy obrazy ukazujące hazackie tradycje. Jej autorką jest Agnieszka Olszak, urodzona na Hazach lokalna artystka. To jej sposób na opowiadanie o kulturze, z którą, jak przyznaje, przez lata nie miała kontaktu.

– Mój tata urodził się na Hazach, a ja przez dwadzieścia dwa lata mieszkałam w Zielonej Wsi – opowiada. – Ale lokalną kulturą zainteresowałam się dopiero jakieś dziesięć lat temu. Pani Grażynka mnie wciągnęła. Starzejemy się i szukamy korzeni. Jak byłam mała, to ciągle dopytywałam, skąd jestem. Fascynowało mnie, że sąsiadki chodziły w chustach.

Po odchowaniu czwórki dzieci wreszcie znalazła czas dla siebie. Zapisała się do Koła Gospodyń Wiejskich „Nagietkowe Wariacje”, nauczyła się haftu, a obecnie w ramach projektu prowadzi zajęcia dla dzieci.

– Haft to nie tylko igła i nitka. To część naszego dziedzictwa – opowiada z pasją. – Misterne wzory z białych nici wykonywane były na płótnie i bawełnianym tiulu. Ozdabiano nimi fartuchy, koszule, kryzy, spódnice, wiązane bandami czepki. Kwiatowe wzory symbolizowały więź mieszkańców z otaczającą przyrodą. Staram się kultywować te tradycje i cieszę się, że dziś Hazy budzą się znów do życia. Wieś była we mnie zawsze i nigdy się tego nie wstydziłam. To są moje korzenie – podkreśla.

Ilustracja ukazuje roześmianą kobietę opartą o ścianę, na której wiszą jej obrazy. Autorem zdjęcia jest Dominik Wójcik.



***

Realizacja projektu „Tradycje i kultura mikroregionu hazackiego - aktywizacja społeczności lokalnej” to symboliczny powrót do korzeni i do kultury, która przez lata pozostawała w cieniu, a dziś znów staje się przyczynkiem do wspólnotowego działania.

– Jesteśmy dumni, że mieszkamy w tak wyjątkowym miejscu, jednak sama świadomość nie wystarczy – mówi Edyta Naskręt, wiceburmistrz Rawicza. – Naturalne było więc, by uspójnić działania na Hazach, odkryć tę tradycję na nowo i zainteresować nią dzieci oraz młodzież. Jeśli nie zadbamy o to teraz, w najbliższym pokoleniu, ta kultura może zaginąć. Dlatego, kiedy w ramach przynależności Gminy do Lokalnej Grupy Działania Gościnna Wielkopolska, pojawiła się możliwość pozyskiwania środków na aktywizację i integrację mieszkańców skorzystaliśmy bez wahania – podkreśla.

Kulminacją projektu będzie Festiwal Kultury Hazackiej, zaplanowany na 20 września w Zawadach. W programie znajdą się potańcówka, degustacja lokalnych dań, prelekcje historyczne, warsztaty tańca, turniej wsi hazackich oraz występy zespołów ludowych.



***

Projekt „Tradycje i kultura mikroregionu hazackiego - aktywizacja społeczności lokalnej” realizowany jest przy wsparciu Funduszy Europejskich dla Wielkopolski od grudnia 2025 r. Potrwa do końca listopada 2026 roku. Docelowo z projektu skorzysta 143 mieszkańców. Inicjatywa obejmuje m.in. warsztaty artystyczne, hafciarsko-krawieckie, kulinarne, taneczne, śpiewu i nauki gry na instrumentach, a także tradycji pożarniczych. Dodatkowo planowane są pokazy obrzędów hazackich, rajd pieszy i rowerowy szlakiem historii Powstańców Wielkopolskich, wizyty studyjne mieszkańców Hazów do pasiek Smakulskich i Katarzynowo oraz Milickiego karpia w celu zapoznania się z lokalnymi produktami. Przedsięwzięcie podsumuje konferencja. Całkowita wartość projektu to ponad 669 tys. zł, z czego unijne dofinansowanie wyniosło ponad 634 tys zł. Więcej o przedsięwzięciu można dowiedzieć tutaj.

Łukasz Karkoszka