Zdjęcie przedstawia uśmiechniętą kobietę w średnim wieku, w eleganckim ubraniu. Siedzi w fotelu na tle książek. Fotografia pochodzi z archiwum prywatnego.

Polska wieś w punkcie zwrotnym – jak naprawdę wygląda?

Polska wieś przechodzi intensywną transformację. O społecznym zróżnicowaniu terenów wiejskich, potrzebach mieszkańców, procesie depopulacji i roli Lokalnych Grup Działania rozmawiamy z dr hab. Katarzyną Zajdą, kierownikiem Katedry Socjologii Wsi, Miasta i Zmiany Społecznej Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego oraz kierownikiem Centrum Innowacji Społecznych Uniwersytetu Łódzkiego.

W jakiej kondycji znajduje się dziś polska wieś?

Wieś nie jest jednorodnym organizmem – to mozaika bardzo różnych rzeczywistości społecznych, gospodarczych i demograficznych. Inaczej wygląda sytuacja gmin położonych w bezpośrednim sąsiedztwie dużych miast, które pełnią funkcję „sypialni” metropolii, a inaczej gmin peryferyjnych, zwłaszcza we wschodniej części kraju, gdzie młodzi ludzie wyjechali, a dostęp do usług publicznych jest ograniczony. Dlatego uśredniony obraz polskiej wsi po prostu nie istnieje.

Jak z perspektywy badań wygląda zróżnicowanie polskiej wsi?

Badania Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk pokazują dwa kluczowe podziały, które wciąż kształtują kondycję obszarów wiejskich. Pierwszy to historyczna oś wschód-zachód – od Suwalszczyzny po Opolszczyznę, która odzwierciedla dawne zaborowe różnice i utrwalone po wojnach trajektorie rozwojowe. Wschodnia część kraju rozwija się wolniej, co widać zarówno w infrastrukturze, jak i w dynamice społecznej. Drugi podział to centrum - peryferie, widoczny w każdym województwie. Im bliżej dużego ośrodka miejskiego, tym większe możliwości rozwojowe, a im dalej od centrum, tym bardziej ograniczone zasoby i większe obszary deficytów. W efekcie na mapie kraju powstają „pasy peryferyjności”. Na tę różnorodność nakładają się odmienne modele rozwoju społeczno-gospodarczego. Mamy m.in. gminy typowo rolnicze, gdzie dominuje tradycyjny, prorodzinny system wartości; tereny z wielkoobszarowym rolnictwem; wsie wielofunkcyjne, łączące rolnictwo z usługami; oraz gminy silnie zurbanizowane. Każdy z tych typów rozwija się inaczej mając do dyspozycji nieco inne zasoby. Niestety nie da się zmienić „renty położenia” – miejsce na mapie wciąż w dużej mierze determinuje możliwości rozwojowe. I nie zawsze „duża transza pieniędzy” wystarczy, by przyspieszyć rozwój. Czasem bardziej potrzebne są zmiany postaw, norm i wartości, a także wzmacnianie lokalnego kapitału społecznego. Dlatego polska wieś jest dziś bardzo zróżnicowana – zarówno w wymiarze społecznym, jak i gospodarczym. Są obszary dynamiczne, rozwijające się i przyciągające nowych mieszkańców, ale są też takie, które zmagają się z depopulacją, starzeniem się ludności i ograniczonym dostępem do usług.

Na zdjęciu znajduje się kilkanaście osób, które siedzą przy stołach znajdujących się pod drewnianą altaną. Trwają zajęcia plastyczne z wykorzystaniem roślin. Fotografia pochodzi z archiwum beneficjenta.

Z jakim największym wyzwaniem mierzy się dziś polska wieś?

Demografią. Badania wyraźnie pokazują, że obszary wiejskie szybko się starzeją. Zaledwie jedna trzecia gmin wiejskich w Polsce to tereny względnej stabilności demograficznej, natomiast aż dwie trzecie zmagają się z depopulacją, wynikającą zarówno z migracji, jak i ujemnego przyrostu naturalnego. Im bardziej peryferyjna jest gmina, tym silniej narażona jest na ten proces. Depopulacja uruchamia mechanizm, który w literaturze określa się jako „błędne koło niedorozwoju”. Gdy młodzi wyjeżdżają, a pozostają głównie osoby starsze, przestaje być uzasadnione inwestowanie w infrastrukturę społeczną. Nie powstają żłobki i przedszkola, szkoły są zamykane, znikają kolejne usługi, spada przedsiębiorczość, a inwestycje infrastrukturalne tracą sens, bo brakuje mieszkańców. W efekcie młodzi nie wracają, bo nie mają do czego. Oczywiście pewnych zjawisk nie unikniemy – starzenie się społeczeństwa jest faktem – ale musimy przygotować wieś na to, jak sobie z tą zmianą radzić. I tu istotną rolę do odegrania mają Fundusze Europejskie, które są w stanie zatrzymać to błędne koło lub przynajmniej spowolnić tempo negatywnych procesów depopulacyjnych.

Jak unijne środki mogą poprawić jakość życia mieszkańców wsi?

Sam transfer środków nie jest wystarczający, chodzi o umiejętne wykorzystanie dotacji. A żeby to zrobić, trzeba wiedzieć, czego oczekują mieszkańcy. Dlatego we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie przeprowadziliśmy zakrojone na szeroką skalę badania jakości życia mieszkańców terenów wiejskich, zarówno w ujęciu obiektywnym, jak i subiektywnym. Obiektywną jakość życia stosunkowo łatwo zmierzyć, korzystając ze wskaźników dotyczących infrastruktury czy dostępu do usług. Subiektywna natomiast dotyczy tego, na ile mieszkańcy postrzegają dane miejsce jako dobre do życia. I jak pokazały badania, te dwie perspektywy nie zawsze idą w parze. Zdarza się, że ludzie czują się dobrze w miejscach pozbawionych infrastruktury.

cudzysłów Przykładem jest kontrurbanizacja – mieszkańcy dużych miast przenoszą się na peryferyjne obszary wiejskie, gdzie obiektywnie „nie ma nic”. Brak drogi, szkoły czy sklepu im nie przeszkadza.

Jeśli chodzi o obiektywne warunki, to badania pokazują również, że nie zawsze inwestycje infrastrukturalne są trafione. Często dlatego, że nie były konsultowane z lokalną społecznością: powstały, bo były środki i trzeba było je wykorzystać. Zdarzało się, że świetlice stały puste, bo samorządy nie miały środków na ich utrzymanie ani na zatrudnienie instruktorów.

Czy było coś, co przykuło Pani uwagę?

Badania pokazały, co mnie szczególnie zaskoczyło, że młodzież wciąż spędza wolny czas na przystankach. Na pytanie, dlaczego nie korzystają ze stworzonej infrastruktury padały na przykład odpowiedzi, że boją się korzystać z nowoczesnych orlików, bo są one tak dobrze wyposażone, że obawiają się konsekwencji ewentualnych zniszczeń. Młodzi wskazywali również, że owszem mają boisko czy plac zabaw, ale brakuje węzła sanitarnego. Inny przykład - w jednej z gmin na Mazowszu mieszkańcy mówili, że co z tego, że mają kuchnię w świetlicy wiejskiej wyposażoną jak w pięciogwiazdkowym hotelu, skoro nie ma środków, by z niej korzystać. Nie chodzi więc o to: „są fundusze, to budujemy”, a o to, by inwestycje były potrzebne, przemyślane i zakorzenione w lokalnym kontekście. Inaczej nawet najlepiej wyposażone obiekty będą świecić pustkami.

To w jaki sposób samorządy powinny planować rozwój usług, by efektywnie wspierać dwie szczególnie wrażliwe grupy – młodzież i seniorów?

Zacznijmy od tego, że struktura rodziny wiejskiej diametralnie zmieniła się w ostatnich dekadach. To już nie są wielopokoleniowe gospodarstwa, w których młodsze pokolenie mieszkało z rodzicami i dziadkami, przejmując naturalnie obowiązki opiekuńcze. W gminach depopulacyjnych seniorzy zostają sami. Wyróżnikiem polskiej wsi pozostaje jednak silny kapitał społeczny, przekładający się chociażby na mocne więzi sąsiedzkie. W badaniach widzieliśmy, że seniorzy w dużej mierze polegają właśnie na sąsiadach. Dlatego myśląc o rozwoju usług, trzeba brać pod uwagę, jak uchronić te społeczności przed zbyt szybką fragmentaryzacją więzi społecznych, ich osłabieniem. Priorytetem dla samorządów powinna być młodzież. Strategia rozwoju powinna uwzględniać ich potrzeby, bo jeśli zostaną, wieś będzie żywotna. Oczywiście młodzi mogą wyjechać na czas edukacji, ale zadaniem samorządu jest stworzenie takich warunków, by chcieli wrócić.

Jakie są więc ich najważniejsze potrzeby?

W naszych badaniach sprawdzaliśmy, co najbardziej liczy się w życiu codziennym dla młodych i dla seniorów i okazało się, że te potrzeby się różnią. Młodzi do 24. roku życia wskazywali przede wszystkim na potrzebę dostępu do transportu publicznego. Zanik połączeń jest dla nich dużym problemem – często nie mają jeszcze prawa jazdy ani samochodu, a muszą dojechać do szkoły, na uczelnię czy po prostu do miasta, by spędzić wolny czas z rówieśnikami. Ważny jest dla nich również dostęp do usług opiekuńczych dla dzieci (żłobki i przedszkola) oraz usług sportowych i edukacyjnych. Co ciekawe, młodzi zwracali też uwagę na stan środowiska naturalnego i jego ochronę. Seniorzy powyżej 60. roku życia wskazywali natomiast na zupełnie inne priorytety: dostęp do usług technicznych, takich jak mechanik, hydraulik czy stolarz oraz bliskość sklepu ogólnospożywczego. Transport nie był dla nich tak istotny. Podkreślali również potrzebę usług sportowych, edukacyjnych i opiekuńczych. Mając tę wiedzę samorządy powinny tworzyć warunki, które zatrzymają młodych i jednocześnie zapewnią wsparcie seniorom, których nie możemy pozostawić bez opieki. Unijne środki mogą i powinny w tym pomóc.

Fotografia ukazuje sporą grupę młodych ludzi i pieska, którzy z wyraźną radością i ekscytacją pozują przed ścianą przyozdobioną muralem. Osoby znajdujące się na zdjęciu trzymają puszki z farbą, więc to one są autorami muralu. Sam malunek przedstawia jezioro i jego brzeg. Widoczna jest osoba pływająca na desce oraz kilka zwierząt. Na środku widoczny jest napis: I, symbol serca, Trz. Zdjęcie pochodzi z archiwum beneficjenta.

A czy zyskująca na popularności koncepcja smart village może być też pomocnym narzędziem?

Zdecydowanie tak. Smart village jest często tłumaczone jako „inteligentne wioski”, ale to określenie do mnie nie przemawia, nie oddaje istoty tej koncepcji. Bardziej trafne jest myślenie o wsi zaradnej, świadomej swoich zasobów i potrzeb. W centrum tej koncepcji stoi autodiagnoza tworzona przez samych mieszkańców: to oni najlepiej wiedzą, jak im się żyje i czego im brakuje. Podczas badań, które przeprowadziłam razem z dr Agnieszką Michalską-Żyłą z UŁ, obserwowałam proces powstawania smart wiosek. Organizowałyśmy warsztaty, w których brali udział mieszkańcy, przedstawiciele samorządów i organizacji pozarządowych. W ich czasie rozmawiali o codzienności na wsi, identyfikowali lokalne wyzwania i samodzielnie tworzyli pomysły na ich rozwiązanie. Lokalne Grupy Działania, które wpisały smart village do swoich strategii, mają dziś możliwość wdrażania tych inicjatyw. Widzimy, że na Lubelszczyźnie, Dolnym Śląsku czy w Wielkopolsce ten proces przebiega naprawdę sprawnie. Co proponowali mieszkańcy? W przypadku seniorów najczęściej powracał temat dostępu do usług technicznych – tzw. „złotej rączki”. Pojawiały się pomysły stworzenia aplikacji, która gromadziłaby lokalnych specjalistów i umożliwiała szybki kontakt w razie awarii. Mieszkańcy proponowali też rozwijanie międzypokoleniowych wolontariatów, które wspierałyby starsze osoby w codziennych sprawach. Jeśli chodzi o młodych, to niezależnie od regionu dominował jeden motyw: potrzeba wspólnego spędzania czasu poza światem wirtualnym. Młodzież projektowała kluby integracyjne, miejsca aktywności sportowej i edukacyjnej, a także aplikacje informujące o lokalnych wydarzeniach czy umożliwiające organizowanie podwózek. Te pomysły pokazują, że młodzi są w stanie się zorganizować i naprawdę docenić życie na wsi – pod warunkiem, że mają do tego przestrzeń. Wszystkie te inicjatywy opisałyśmy w książce „Pomysł na Smart Wieś. Projektowanie rozwiązań z wykorzystaniem Design Thinking”, która pokazuje, że wieś może być innowacyjna.

Jak Pani ocenia rolę Lokalnych Grup Działania w rozwoju obszarów wiejskich i budowaniu lokalnego kapitału społecznego?

Lokalne Grupy Działania odgrywają ogromną rolę w rozwoju obszarów wiejskich i budowaniu lokalnego kapitału społecznego. W Polsce zaczęły dynamicznie się rozwijać po akcesji do Unii Europejskiej, wraz z pilotażowym wdrażaniem podejścia Leader+. Początkowo najważniejszy był sam mechanizm finansowy, ale z czasem LGD stały się instytucjami głęboko zakorzenionymi w życiu lokalnych społeczności. Ich siła polega na tym, że łączą trzy sektory: społeczny (organizacje pozarządowe), publiczny (samorządy, szkoły, biblioteki) oraz przedsiębiorców. Idea była prosta, ale bardzo skuteczna - połączyć zasoby i stworzyć strukturę, która potrafi diagnozować lokalne potrzeby i odpowiadać na nie poprzez realizację Lokalnych Strategii Rozwoju.

cudzysłów Dziś LGD są rozpoznawalną marką, umocowaną w społecznościach wiejskich. Są blisko mieszkańców, potrafią mobilizować ich do działania i przygotowywać na nadchodzące zmiany, choćby te związane z klimatem.

W wielu miejscach pełnią funkcję lokalnych „agencji rozwoju partnerstwa terytorialnego”, jak nazywam je w swojej książce. Działają bowiem na rzecz obszaru spójnego pod względem społeczno-gospodarczym obejmując wsparciem najczęściej kilka-kilkanaście gmin. Oczywiście zmagają się też z wyzwaniami organizacyjnymi. Środki finansowe trafiają do nich transzami, co utrudnia stabilne planowanie i bywa obciążeniem dla biur LGD. W niektórych grupach brakuje sił do działania, inne natomiast rozwijają skrzydła i stają się prawdziwymi liderami zmian. Mimo tych trudności LGD tworzą przestrzeń do współpracy, wzmacniają lokalne więzi i pomagają mieszkańcom realnie wpływać na rozwój ich miejscowości. W tym sensie są jednym z najważniejszych podmiotów wspierających proces budowania kapitału społecznego na polskiej wsi.

Jaka przyszłość rysuje się przed polską wsią w perspektywie najbliższych lat?

Zależy, gdzie spojrzymy. Wiele zależy od tego, o czym mówiłam na początku - „renty położenia” i stopnia zaawansowania procesów depopulacyjnych. Wieś poradzi sobie wtedy, gdy jej liderzy będą myśleć długofalowo o tym, co będzie za 10 czy 20 lat i gdy sprofilują rozwój na realne potrzeby mieszkańców. Myśląc o przyszłości wsi, trzeba brać pod uwagę proces starzenia się społeczeństwa, odpływ ludności oraz konieczność angażowania mieszkańców w oddolne działania. Badania pokazują, że osoby, które czują się częścią swojej wspólnoty, są bardziej skłonne angażować się w rozwój lokalny. Co ważne, nawet jeśli obiektywne warunki życia nie są idealne, to wysoka subiektywna jakość życia - poczucie przynależności, wpływu, sprawczości może zatrzymać ludzi na wsi i zachęcić ich do współtworzenia lokalnych zmian. Nie istnieje jednak uniwersalna recepta, jak to zrobić. To, co sprawdza się w sąsiednich gminach, niekoniecznie sprawdzi się w naszej. Najważniejsze jest wzmacnianie społeczeństwa obywatelskiego, odporności społecznej i kapitału społecznego. Wieś nie powinna być miejscem, w którym zostają tylko ci, którzy „muszą”. Powinna być przestrzenią dla tych, którzy widzą dla siebie szansę, także dzięki nowoczesnym technologiom. Rynek pracy jest dziś mocno zintegrowany z internetem, a praca zdalna jest realną alternatywą. To ogromna szansa dla wsi, która wbrew stereotypom nie boi się technologii. Obawia się raczej braku bezpiecznych i świadomych sposobów jej używania, stąd potrzeba edukacji cyfrowej i dbania o higienę cyfrową. Podsumowując, scenariuszy rozwoju polskiej wsi jest wiele. Najważniejsze, by myśleć o niej długofalowo, odpowiedzialnie i w sposób zakorzeniony w lokalnych realiach.

Rozmawiał: Łukasz Karkoszka