Jedni potrzebują kogoś, kto pomoże im wrócić do samodzielności, inni – bezpiecznego miejsca, rozmowy, wsparcia w codziennych sprawach. W Centrum Usług Społecznych w Śremie spotykają się różne historie i różne potrzeby. Stoi za nimi cały system usług rozwijany przy wsparciu Funduszy Europejskich.
W nowoczesnej siedzibie śremskiego CUS spotykamy Elizę Przywarę, asystentkę osobistą osoby z niepełnosprawnościami i Katarzynę Urbańską – jej podopieczną. Siedzą blisko, rozmawiają swobodnie. Widać, że dobrze się znają. Ich relacja nie przypomina formalnego spotkania asystentki z podopieczną. Jest w niej dużo naturalności, zaufania i zwyczajnej, codziennej bliskości.
– Z Kasią znamy się jeszcze z młodzieńczych lat. Gdy zachorowała, potrzebowała wsparcia. Zgłosiła się do CUS i tak się szczęśliwie złożyło, że mogłam zostać jej asystentką – mówi Eliza.
Kasia jest po udarze, ma zdiagnozowane tętniaki w głowie i uszkodzoną pamięć krótkotrwałą. Obecność Elizy to dla niej znacznie więcej niż pomoc w codziennych obowiązkach – to wsparcie, które pozwala jej zachować niezależność.
– Eliza jest niezastąpiona. Chodzi ze mną na spacer, pomaga zrobić zakupy. Gdyby nie ona, byłabym uwięziona w domu. Mam męża, ale on również choruje. Dlatego ta pomoc jest dla nas bezcenna – podkreśla Katarzyna. – Gdy się spotkamy, czasem wspominamy, jak byłyśmy piękne i młode – mówi z uśmiechem.
***
Asystentura jest dla Elizy czymś więcej niż tylko zawodową czynnością. To relacja oparta na zaufaniu, uważności i obecności. W kontaktach z podopiecznymi wykorzystuje swoje pasje – fotografię, zamiłowanie do historii i sztuki makijażu.
– Staram się je przemycać i wykorzystywać podczas spotkań. Jeśli podopieczni interesują się historią, mam płaszczyznę do nawiązania relacji. To ważne, bo w ten sposób czują się bardziej zauważeni i zaopiekowani – podkreśla
Wybór zawodowej drogi Elizy nie był przypadkowy. Wiązał się z dramatyczną historią rodzinną.
– Moja siostra przeszła udar. Miałam wtedy dwadzieścia lat, a ona była zaledwie o trzy lata starsza. Od tamtej pory jest niepełnosprawna, a ja pomagam jej w codziennym życiu. Musiałam się wszystkiego nauczyć - jak reagować na przykurcze, jak rozmawiać z osobą z porażoną mową, jak pomagać przy higienie. Choć początkowo trudno było uwierzyć, że siostra jeszcze stanie na nogi, dziś chodzi o kulach – opowiada.
Eliza przyznaje, że wiele uczy się również od swoich podopiecznych.
– Przede wszystkim pogody ducha i tego, żeby się nie poddawać. Czasami człowieka dopada zwątpienie, ale wtedy Kasia mi mówi: masz zdrowe ręce i nogi – możesz wszystko. To działa motywująco – przyznaje.
***
Na kryzys psychiczny nie ma miejsca w naszych planach. Czasem zaczyna się od utraty pracy albo mieszkania. Czasem od konfliktu rodzinnego czy rozpadu związku. Do Katarzyny Paluszak, asystentki wsparcia w kryzysie psychicznym, zgłaszają się ludzie na tzw. „życiowym zakręcie”. Jej rola jest inna niż lekarza czy terapeuty.
– Staram się być partnerem w rozmowie. Słucham, nie oceniam i szukam rozwiązania sytuacji, w której jest dana osoba – tłumaczy.
Katarzyna tworzy dla każdego uczestnika indywidualny plan wsparcia, rozpisany na trzy miesiące. Liczba i częstotliwość spotkań zależą od potrzeb oraz możliwości konkretnej osoby.
– Nie projektujemy ludziom życia – podkreśla. – Stosujemy dialog motywacyjny, który ma pomóc im dojść do pewnych rozwiązań. Cieszę się z każdego sukcesu. Ktoś poszedł do psychiatry. Ktoś inny wstał rano. Ktoś poszedł do fryzjera. To są rzeczy, które dla nas mogą wydawać się błahe, ale dla człowieka w kryzysie to krok w powrocie do życiowej równowagi – zaznacza.
***
Jedną z podopiecznych Katarzyny jest Magda. Odwiedzamy ją w mieszkaniu treningowym, prowadzonym przez CUS. Przez wiele lat Magda cieszyła się stabilnym życiem. Z wykształcenia jest fizykiem, długo pracowała w administracji publicznej. Wszystko się zmieniło, gdy zachorowała. Schizofrenia odebrała jej przyjaciół, pracę dom, ale nie odebrała godności i pogody ducha. Gdy rozmawiamy jest w radosnym nastroju.
– Odżyłam, ponieważ od Centrum dostałam nie tylko ciepły kąt, ale przede wszystkim pomoc od ludzi, którzy nie są do mnie uprzedzeni. Niestety osoby z chorobami psychicznymi wciąż są stygmatyzowane, wielu się nas boi, obawia agresji. A to nie tak. Ze schizofrenią da się żyć. Po prostu trzeba się leczyć – podkreśla.
Doświadczenie choroby zmieniło jej spojrzenie na osoby wykluczone.
– Wcześniej nie wiedziałam, jak to jest być po tej stronie. Gdy przyznałam się do choroby, wiele osób zerwało ze mną kontakt.
Dziś jest bardziej ostrożna w relacjach z ludźmi. W przyszłość patrzy jednak z optymizmem. Wciąż ma marzenia. Chce znaleźć pracę w warunkach chronionych zgodnie z wydanym jej orzeczeniem lekarskim i odzyskać poczucie, że może samodzielnie kierować swoim życiem.
***
Jedną z form wsparcia w śremskim CUS są mobilne usługi informatyczne. Wśród osób, które docierały do mieszkańców z takim wsparciem był Paweł Wawrzyniak, przedsiębiorca, prezes Stowarzyszenia Pomocna Dłoń w Śremie, a po godzinach pasjonat fotografii i biegania. Jego przygoda z niesieniem pomocy innym zaczęła się wiele lat wcześniej, a znacząco rozwinęła się podczas pandemii COVID-19. Samotnym i seniorom, wraz z gronem innych wolontariuszy, organizował wtedy m.in. posiłki i transport do punktów szczepień. Kiedy Towarzystwo Pomocy Potrzebującym im. św. Brata Alberta „Nadzieja” w Śremie zwróciło się do niego z propozycją udziału w świadczeniu mobilnych usług informatycznych, nie miał wątpliwości, że chce się w to zaangażować.
– Seniorzy są z natury ufni, dlatego ważne było dla mnie, aby uświadamiać ich, jak bezpiecznie poruszać się w sieci. Żeby nie klikać bez zastanowienia w otrzymane linki, nie udostępniać swoich danych, zwracać uwagę na podejrzane wiadomości – opowiada.
Czasem pomoc przybierała nieoczekiwany obrót. Jedna z seniorek nagrała telefonem trzygodzinną uroczystość. Pamięć urządzenia szybko się zapełniła.
– Pokazałem jej, że tę samą uroczystość można znaleźć na YouTube i odtworzyć bez zajmowania pamięci telefonu. Niby drobiazg, a dla niej nowość – mówi i podkreśla, że każdy ma inne potrzeby:
– Pamiętam też spotkanie ze starszym panem, któremu pokazałem, że z córką mieszkającą za granicą może rozmawiać nie tylko przez telefon, może też zobaczyć ją na ekranie. Kiedy połączyliśmy się za pierwszym razem, córka naprawdę się wzruszyła. Dla mnie to był jeden z tych momentów, kiedy człowiek widzi, że pomoc ma znaczenie.
Nie chodzi przecież tylko o to, że ktoś nauczył się obsługi telefonu czy komputera. Chodzi o to, że dzięki temu może być bliżej swoich bliskich.
***
Z mobilnej usługi informatycznej skorzystała m.in. Elżbieta Frelek.
– Już myślałam, że się was nie doczekam – śmieje się, gdy otwiera drzwi. Od śmierci męża korzysta z jego komputera. Podstawy już zna, ale jej apetyt na nowe umiejętności rośnie. Lista rzeczy, których chciałaby się jeszcze nauczyć, wciąż jest długa.
– Jestem technologiem żywienia. Mam mnóstwo przepisów kulinarnych. Idą długie wieczory, chciałabym je przepisać, uporządkować, zrobić foldery, a nie wiem jak – opowiada.
Pani Elżbieta przyznaje, że wielu jej rówieśników podchodzi do nowych technologii z dystansem. Ona sama ma odwrotnie. Ciekawość zwycięża nad obawą.
– Żałuję, że syna nie zagoniłam, żeby mnie przyuczył, kiedy był jeszcze w domu. A teraz człowiek uczy się na błędach – wzdycha i przyznaje, że jeden z nich był szczególnie bolesny. Sięga po telefon. Pokazuje zdjęcia z wyjazdu z przyjaciółkami nad morze. – Kiedyś, próbując wysłać koleżance zdjęcia przez WhatsAppa, przez przypadek usunęłam całą rozmowę. Wraz z nią zniknęły też cenne fotografie, które miała zapisane w korespondencji. Dlatego spotkania z panem Pawłem są potrzebne, bo nie unikniemy cyfrowego świata, więc dobrze by był i dla nas dostępny – podkreśla.
***
Za historią Kasi, Magdy, Elżbiety stoi system usług, który w ostatnich latach w Śremie został znacząco rozbudowany.
– To właśnie unijne środki pozwoliły nam zmienić podejście i dostosować instytucję do potrzeb wszystkich mieszkańców – mówi Maria Świdurska, dyrektor CUS w Śremie.
Zmiany widać w samej siedzibie. Budynek został dostosowany tak, by był w pełni dostępny. Powstało Biuro Aktywizacji Społecznej, w którym mieszkańcy mogą nie tylko korzystać ze wsparcia, ale również zgłaszać własne pomysły i inicjatywy. CUS działa szerzej niż tradycyjna instytucja pomocy społecznej – od rana do wieczora, a w razie potrzeby również dłużej. Odbywają się tu spotkania indywidualne, grupy wsparcia i zajęcia dla mieszkańców.
– Nasze usługi wpisują się w ideę deinstytucjonalizacji – odchodzenia od rozwiązań, które izolują osoby z niepełnosprawnościami, na rzecz wsparcia pozwalającego im żyć niezależnie w swoim miejscu zamieszkania – zaznacza Maria Świdurska. – Rozwijając ofertę usług społecznych, wzmacniamy również współpracę z organizacjami pozarządowymi, powierzając im realizację części zadań.
Projekt przyniósł korzyści nie tylko mieszkańcom, ale zmienił również samą instytucję. 80 pracowników uczestniczyło w szkoleniach podnoszących ich kompetencje.
– Środki przeznaczone na rozwój usług społecznych traktujemy jak inwestycję w człowieka, a nie wydatek – podkreśla Maria Świdurska. – Naszą rolą jest stale wzbogacać ofertę i odpowiadać na zmieniające się potrzeby mieszkańców. Właśnie pracujemy nad programem usług społecznych na kolejne dwa lata. Mamy w tym duże doświadczenie – unijne projekty realizujemy od 2008 roku. Jako jedna z niewielu placówek w Wielkopolsce zostaliśmy też wyróżnieni za innowacyjność w projektach społecznych. To nasza misja: tworzyć usługi, wsłuchując się w potrzeby mieszkańców. I to przynosi efekty.
***
Gmina Śrem usługi społeczne świadczy w ramach projektu „Rozwój Wielkopolskiej Sieci Centrów Usług Społecznych”. Całkowita wartość przedsięwzięcia to ponad 18,7 mln zł, z czego unijne dofinansowanie wyniosło 13,1 mln zł.
Jakie usługi społeczne i zdrowotne oferowane są w Wielkopolsce? Sprawdź, oglądając poniższy spot.
Łukasz Karkoszka


