Na zdjęciu widoczne jest popiersie uśmiechniętej kobiety o czarnych włosach. Fotografia pochodzi z archiwum prywatnego.

Innowacje mają służyć człowiekowi, a nie być celem samym w sobie

Innowacje napędzają gospodarkę, zmieniają rynki i decydują o tym, kto wyznacza kierunki rozwoju, a kto pozostaje w tyle. O tym czy polskie firmy są innowacyjne, potrzebie współpracy nauki z biznesem i unijnym wsparciu w zakresie wdrażania nowych rozwiązań rozmawiamy z Justyną Cięgoturą, prezeską spółki celowej AMU Innovation, mentorką i managerem innowacji z Centrum Innowacji i Transferu Technologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Czym w dobie Przemysłu 5.0 jest właściwie innowacja?

To zdecydowanie coś więcej niż nowa technologia, patent czy przełomowe rozwiązanie techniczne. To przede wszystkim umiejętność przełożenia wiedzy na realną wartość dla gospodarki, środowiska i społeczeństwa. Obserwuję tę zmianę w mojej codziennej pracy na University of Illinois Chicago (UIC). Choć patenty chroniące tradycyjne wynalazki techniczne, medyczne czy biotechnologiczne nadal odgrywają istotną rolę, to coraz większe zainteresowanie budzą rozwiązania, w których mówimy o całokształcie wiedzy aniżeli jej wąskim wycinku. Centralne miejsce zajmuje człowiek – jego potrzeby, zdrowie, zachowania i jakość życia. Coraz częściej rozmawiamy o innowacjach społecznych, ale również o nowych procesach, modelach współpracy i modelach biznesowych, które pozwalają skuteczniej odpowiadać na rzeczywiste wyzwania. W tym nowym podejściu zaznacza się rozwój innowacji powstających na pograniczu wielu dyscyplin naukowych. Na przykład na UIC wprowadzamy na rynek nowy produkt dla stomatologów, opracowany przez inżynierów naszej uczelni. W takich interdyscyplinarnych zespołach innowacja nie powstaje wyłącznie w laboratorium ani w obrębie jednej dyscypliny. Rodzi się na styku różnych kompetencji, perspektyw i doświadczeń. Prekursorem tego podejścia jest Europa. Od dłuższego czasu mówimy tu o zmianie paradygmatu transferu technologii na rzecz „waloryzacji wiedzy” i otwarcia gospodarki na nauki humanistyczne. Ważne staje się nie tylko to, co potrafimy wynaleźć, ale również to, jak, dla kogo i z jakim skutkiem możemy to wykorzystać. Dostrzegam to nawet w programach grantowych dotyczących robotyki, mechaniki czy zaawansowanych technologii materiałowych. Coraz częściej nie wystarczy wykazać, że rozwiązanie jest technicznie innowacyjne. Trzeba również pokazać, jaki problem rozwiązuje, komu służy i jaki wpływ może wywrzeć na ludzi oraz otoczenie, jak wpisuje się w nurt zrównoważonego rozwoju. Przemysł 5.0 oznacza więc zmianę perspektywy: technologia przestaje być celem samym w sobie, a staje się narzędziem służącym człowiekowi.

Fotografia przedstawia młodego naukowca w białym fartuchu, który pracuje przy komputerze, otoczony sprzętem laboratoryjnym i odczynnikami. Autorem zdjęcia jest Maciej Motylewski.

Czy każda innowacja może zaistnieć na rynku?

Nie każda. O jej sukcesie decyduje wiele elementów. Z mojego doświadczenia w pracy na styku nauki i biznesu wynika, że jednym z najważniejszych czynników jest sam twórca i jego podejście do komercjalizacji. Nawet najbardziej obiecujący wynalazek pozostanie w laboratorium, jeśli jego autor nie dostrzega potrzeby wyjścia poza świat nauki, nie jest gotowy zaangażować się w proces wdrożenia lub nie rozumie, że publikacja naukowa czy patent to często dopiero początek drogi. Przedsiębiorcze nastawienie twórcy, jego determinacja i gotowość do współpracy z biznesem mają ogromne znaczenie. Nie oznacza to, że każdy naukowiec musi zostać przedsiębiorcą. Ważne jednak, by dostrzegł potencjał wdrożeniowy swojego rozwiązania i chciał współpracować z osobami, które pomogą mu ten potencjał wykorzystać.

Co jeszcze decyduje o tym, że dobry pomysł kończy jako produkt lub usługa?

Kapitał. Przejście od wynalazku do produktu dostępnego na rynku wymaga znacznych nakładów finansowych. Konieczne są badania, testy, walidacja technologii i rozwój produktu, a w niektórych przypadkach także badania kliniczne oraz uzyskanie niezbędnych zezwoleń. Do tego dochodzą koszty produkcji, infrastruktury, dystrybucji, zatrudnienia specjalistów i budowania zaplecza obsługującego produkt lub usługę. W przypadku innowacji akademickich ważną rolę odgrywają również pośrednicy – biura transferu technologii, brokerzy innowacji, partnerzy biznesowi, którzy pomogą połączyć potencjał nauki z możliwościami rynku. Równie istotne jest dopasowanie rozwiązania do potrzeb rynkowych, czyli tak zwany product-market fit. Technologia może być doskonała pod względem naukowym, ale jeśli nie wpisuje się w aktualną potrzebę rynku, jej komercjalizacja będzie trudna. Paradoksalnie dzisiejszy rynek pokazuje coś jeszcze: potrzeba rynkowa nie zawsze musi istnieć, zanim pojawi się produkt. Czasami można ją wykreować. Żyjemy w świecie mediów społecznościowych i błyskawicznie rozprzestrzeniających się trendów. Obserwujemy sukces produktów, które na pierwszy rzut oka trudno uznać za przełomowe technologicznie. Dobrym przykładem są popularne ostatnio gąbki do naczyń. Można przecież zapytać: ile jeszcze innowacji można wymyślić w kategorii tak prostego produktu? A jednak odpowiednie pozycjonowanie, wyróżniający się design, sposób prezentacji i skuteczna komunikacja potrafią stworzyć ogromny popyt nawet w dojrzałej kategorii rynkowej. Jeszcze wyraźniej widać to w historii Apple i podejściu Steve’a Jobsa. Sukces wielu produktów tej firmy nie polegał wyłącznie na wykorzystaniu nowych technologii. Chodziło również o stworzenie nowego doświadczenia użytkownika, pokazanie możliwości, których konsumenci wcześniej nie brali pod uwagę. Oczywiście nie każdą potrzebę da się wykreować skuteczną kampanią marketingową. Potrzebne są jeszcze jakość, wartość dla odbiorcy i dobrze zaplanowany model biznesowy.

cudzysłów O sukcesie innowacji decyduje więc dziś połączenie kilku elementów: przedsiębiorczego twórcy, odpowiedniego finansowania, właściwego momentu rynkowego, umiejętności budowania partnerstw oraz zdolności do pokazania klientowi wartości danego rozwiązania. Technologia jest fundamentem, ale sama w sobie nie gwarantuje sukcesu.

Czy łatwiej dziś stworzyć prototyp niż znaleźć pieniądze na jego wdrożenie i sprzedaż?

System wsparcia innowacji jest dobrze rozbudowany, a możliwości finansowania wczesnych etapów rozwoju technologii jest naprawdę wiele. Mamy programy grantowe wspierające budowę prototypów, programy typu proof of concept, mniejsze granty na weryfikację potencjału rynkowego, a także akceleratory, które pomagają rozwijać pomysły i przygotowywać je do wejścia na rynek. Na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu realizujemy program, w ramach którego kolejny rok wspieramy indywidualnych twórców w rozwijaniu ich pomysłów, tworzeniu prototypów i budowaniu modeli biznesowych. Największe wyzwanie finansowe pojawia się, gdy trzeba przejść od prototypu do rzeczywistego wdrożenia i sprzedaży. To moment, w którym kończy się część dostępnych ścieżek grantowych, a zaczyna się znacznie trudniejszy etap pozyskiwania kapitału, budowania firmy i przekonywania inwestorów, że rozwiązanie ma szansę odnieść sukces rynkowy. Obserwuję ten proces w dwóch krajach – w Polsce i w Stanach Zjednoczonych – i dostrzegam pewne różnice w podejściu do inwestowania. W USA, ze względu na skalę rynku kapitałowego i dostępność większych zasobów finansowych, niektóre decyzje inwestycyjne zapadają szybciej, a inwestorzy są bardziej skłonni podejmować ryzyko. W Polsce podejście bywa bardziej ostrożne, co może oznaczać dłuższy proces pozyskiwania finansowania. Nie oznacza to jednak, że jeden model jest bezwarunkowo lepszy od drugiego. Większa skłonność do ryzyka może przyspieszać rozwój innowacyjnych przedsięwzięć, ale wiąże się też z możliwością ponoszenia większych strat. Ostrożność z kolei może sprzyjać bardziej przemyślanym decyzjom, i mam wrażenie, że przeżywalność startupów w Polsce jest nieco wyższa niż w USA.

Jakie są największe bariery, z którymi mierzą się polskie firmy przy wdrażaniu innowacji?

I tu pana zaskoczę - moim zdaniem polskie firmy są innowacyjne, ale w wielu przypadkach pielęgnują tę innowacyjność w swoim zamkniętym systemie, na własnym podwórku, bez rozgłosu... Gdy mówimy jednak o spektakularnych, przełomowych innowacjach, to możemy wskazać kilka problemów. Pierwszym jest dostęp do kapitału na etapie wdrożenia. Jak powiedziałam, polskie firmy, szczególnie mniejsze przedsiębiorstwa i startupy technologiczne, często potrafią opracować interesujące rozwiązanie, ale mają trudności ze sfinansowaniem jego dalszego rozwoju, skalowania i wejścia na szerszy rynek. Inwestycje w innowacje wymagają czasu, a ich zwrot bywa odległy i obarczony ryzykiem. Drugą barierą jest ograniczona skłonność do podejmowania ryzyka. Niektóre firmy wolą inwestować w sprawdzone rozwiązania, które przynoszą przewidywalne rezultaty, zamiast angażować środki w nowe technologie. Tymczasem innowacyjność wymaga eksperymentowania, testowania i akceptacji faktu, że nie każdy projekt zakończy się sukcesem. Ważne jest jednak, aby ryzyko było świadomie zarządzane, a nie podejmowane bez przygotowania. Na naszym rynku moglibyśmy też poprawić współpracę nauki z biznesem. W Polsce powstaje wiele wartościowych wyników badań, ale nie zawsze udaje się przełożyć je na rozwiązania odpowiadające na konkretne potrzeby przedsiębiorstw. Wciąż problemem jest brak zaufania lub nieznajomość potencjału. Dlatego tak ważną rolę odgrywają biura transferu technologii, brokerzy innowacji i organizacje pośredniczące, które potrafią połączyć te dwa światy.

Ilustracja ukazuje mężczyznę w białym fartuchu, który za pomocą dużej maszyny przeprowadza testy drewna. Autorem fotografii jest Maciej Motylewski.

Chcę jeszcze raz mocno podkreślić, że polskie firmy są naprawdę innowacyjne i mamy wiele powodów do dumy. W sektorze IT powstają rozwiązania, które z powodzeniem konkurują na rynkach międzynarodowych, a w niektórych obszarach wyznaczają kierunki rozwoju, za którymi podążają nawet amerykańscy konkurenci. Mamy rozwinięty rynek usług bankowych, nowoczesne rozwiązania płatnicze oraz imponująco sprawny ekosystem logistyki, dostaw i e-commerce. W wielu z tych obszarów Polska stała się przykładem tego, jak szybko można wdrażać nowe technologie i przekładać je na wygodne, efektywne usługi dla milionów użytkowników. To pokazuje, że nie brakuje nam ani talentów, ani pomysłów, ani zdolności do tworzenia innowacyjnych modeli biznesowych. Wyzwaniem jest raczej to, jak ten potencjał szerzej wykorzystać. Nie powinniśmy więc mówić o Polsce jako o kraju, któremu brakuje innowacyjności, ale raczej zastanawiać się, jak sprawić, by nasze innowacyjne firmy mogły szybciej rosnąć, skuteczniej skalować działalność i budować globalną pozycję.

Wspomniała Pani, że istotną barierą jest brak zaufania między środowiskiem przedsiębiorców a naukowców...

Przedsiębiorcy nie zawsze dostrzegają potencjał nauki jako partnera w rozwiązywaniu konkretnych problemów technologicznych i biznesowych. Z kolei środowisko akademickie nie zawsze rozumie tempo działania biznesu, jego ograniczenia finansowe i presję na osiąganie konkretnych rezultatów w określonym czasie. Obie strony posługują się nieco innym językiem, mają inne priorytety i mierzą sukces według różnych kryteriów. To naturalne, ale nie powinno stanowić bariery nie do pokonania. Uczelnie mogą pełnić dla przedsiębiorstw funkcję zewnętrznego działu badań i rozwoju (B+R). Przedsiębiorstwa nie muszą samodzielnie budować całego zaplecza badawczego, zatrudniać specjalistów z każdej dziedziny ani inwestować od początku we własną infrastrukturę. Mogą nawiązać współpracę z uczelnią, która dysponuje odpowiednią wiedzą, laboratoriami, aparaturą i zespołami eksperckimi. Pozwala to rozwiązywać konkretne problemy, testować nowe pomysły i rozwijać technologie przy potencjalnie mniejszych nakładach i niższym ryzyku niż w przypadku samodzielnego budowania wszystkich tych kompetencji. Oczywiście taka współpraca wymaga przygotowania, jasno określonych celów, zasad finansowania oraz uzgodnienia kwestii własności intelektualnej. Uczelnia musi rozumieć, że dla firmy liczy się nie tylko wynik badawczy, ale również czas, koszt i możliwość praktycznego zastosowania rozwiązania. Przedsiębiorca z kolei powinien mieć świadomość, że badania i rozwój wymagają czasu, a nie każda hipoteza prowadzi do oczekiwanego rezultatu. Czasem wystarczy rozpocząć od niewielkiego wspólnego projektu, rozwiązania określonego problemu technologicznego czy przetestowania nowej koncepcji. Udana współpraca buduje zaufanie znacznie skuteczniej niż najbardziej przekonująca prezentacja o potrzebie łączenia nauki z biznesem. Jednym z moich ulubionych przykładów jest współpraca przedsiębiorcy z branży gastronomicznej z Uniwersytetem Artystycznym w Poznaniu, której celem było opracowanie atrakcyjnego designu opakowania produktu, tak aby konsumenci chętniej i częściej po niego sięgali. Producent nie ma takiej wiedzy, a projektanci już tak. I w tej współpracy nie chodziło wcale o wdrożenie przełomowego rozwiązania... a jednak przykład ten pokazał innym, że można. Że te dwa światy mogą ze sobą rozmawiać i osiągnąć wspólny sukces: wdrożyć wiedzę akademicką w praktykę oraz poprawić pozycję rynkową firmy. Nie chodzi więc wyłącznie o brak zaufania, ale również o brak świadomości o wzajemnych możliwościach i o tym, jak skutecznie ze sobą współpracować. Musimy nauczyć obie strony dostrzegać w sobie partnerów, a nie dwa odrębne światy.

Jaką pozycję na mapie innowacji zajmuje Wielkopolska?

Moim zdaniem bardzo ciekawą. Mamy silne zaplecze akademickie, rozwinięty przemysł, przedsiębiorczych ludzi i bogate tradycje biznesowe. Wszystko to tworzy sprzyjające warunki do rozwoju nowych technologii i wdrażania innowacyjnych modeli biznesowych. Naszym atutem jest też różnorodność oraz możliwość łączenia kompetencji różnych uczelni i sektorów gospodarki.

W jakich obszarach mamy największy potencjał?

W przemyśle chemicznym, szczególnie w sektorze kosmetycznym rozwijają się interesujące start’upy. Mocną stroną Wielkopolski są też IT, nowe technologie i sektor bankowości. Zarówno Uniwersytet im. Adama Mickiewicza, jak i Politechnika Poznańska dysponują dużym potencjałem naukowym. To podstawa do rozwoju rozwiązań cyfrowych, sztucznej inteligencji i technologii. Warto zwrócić uwagę także na sektor spożywczy i meblarski, w których istotną rolę odgrywa Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu. To branże o dużych możliwościach wdrażania innowacji – od nowych produktów i materiałów, przez technologie produkcji, po automatyzację i rozwiązania wspierające zrównoważony rozwój. Szczególnie interesujące są innowacje powstające na styku nauk przyrodniczych, inżynierii i konkretnych potrzeb przedsiębiorstw.

cudzysłów Istotną rolę odgrywają również projekty realizowane w ramach europejskich programów badawczych i rozwojowych. Umożliwiają budowanie międzynarodowych partnerstw, łączenie kompetencji i rozwijanie rozwiązań, które mogą znaleźć zastosowanie nie tylko w regionie, ale również na rynkach zagranicznych. Największy potencjał Wielkopolski widzę jednak nie tylko w sile poszczególnych sektorów, ale przede wszystkim w możliwościach ich współpracy.

Jaką rolę Fundusze Europejskie odgrywają w budowaniu innowacyjnej gospodarki?

Pozwalają finansować innowacyjne projekty, które bez takiego wsparcia często byłyby zbyt ryzykowne lub trudne do zrealizowania. Dotyczy to zarówno badań naukowych i rozwoju nowych technologii, jak i budowania prototypów, testowania rozwiązań czy współpracy między nauką a biznesem. Ponadto dają szansę na budowanie partnerstw i łączenie kompetencji różnych zespołów, instytucji i przedsiębiorstw. Uważam jednak, że samo finansowanie nie powinno być celem. Ważniejsze jest to, co dzieje się później – czy wyniki badań prowadzą do powstania produktów, czy przedsiębiorcy potrafią znaleźć dla nich rynek i czy innowacyjne rozwiązania mają szansę rozwinąć się na większą skalę. Fundusze Europejskie powinny być postrzegane nie tylko jako źródło pieniędzy na realizację projektów, ale jako narzędzie budowania całego ekosystemu innowacji.

Czy obecny system unijnego finansowania odpowiada na rzeczywiste potrzeby przedsiębiorców?

Zdecydowanie tak. Oferuje przedsiębiorcom i twórcom innowacji szeroki wachlarz możliwości. Wsparcie dostępne jest w różnych dziedzinach i na różnych etapach rozwoju innowacji. To duża wartość, ponieważ potrzeby przedsiębiorcy rozwijającego nową technologię są zupełnie inne niż potrzeby firmy, która ma już gotowy produkt i chce skalować działalność. System wsparcia oferuje różne instrumenty, które można dopasować do etapu rozwoju projektu. Nie oznacza to jednak, że wszystkie potrzeby są w pełni zaspokojone. Z perspektywy komercjalizacji szczególnie istotne jest zapewnienie ciągłości finansowania – tak, aby po zakończeniu projektu badawczego lub uzyskaniu pozytywnych wyników można było przejść do kolejnego etapu, czyli wdrożenia, zdobywania klientów i rozwoju sprzedaży.

Jakie będą priorytety Komisji Europejskiej w zakresie wspierania innowacji w kolejnej perspektywie finansowej?

Mam nadzieję, że jednym z priorytetów będzie kontynuacja procesu waloryzacji wiedzy, czyli coraz skuteczniejsze przekładanie wyników badań naukowych na konkretne rozwiązania gospodarcze i społeczne. Nie chodzi już wyłącznie o to, żeby tworzyć innowacje, ale żeby je wdrażać, rozwijać i wykorzystywać w sposób, który przynosi realne korzyści. Na znaczeniu zyska podejście związane z Przemysłem 5.0, które mocniej zaakcentuje rolę człowieka w procesie innowacji. Po okresie fascynacji technologią i automatyzacją coraz wyraźniej dostrzegamy, że powinny one być nie tylko efektywne ekonomicznie, ale także zrównoważone, odporne na kryzysy i odpowiadające na rzeczywiste potrzeby ludzi. Dlatego tak ważne będą innowacje społeczne oraz rozwiązania uwzględniające szerszy wpływ technologii na społeczeństwo. Nie możemy pominąć sztucznej inteligencji. AI będzie jednym z kluczowych obszarów rozwoju, ale i wyzwaniem, by nie zastąpiło człowieka i nie wyeliminowało go z procesu twórczego. Dlatego potrzebujemy programów, które wspierają współpracę międzysektorową i interdyscyplinarną, oraz łączą kompetencje ludzkich umysłów z możliwościami AI.

Na zdjęciu, w laboratorium, pośród skomplikowanej maszynerii, znajduje się uśmiechnięta kobieta i dwóch mężczyzn. Fotografia pochodzi z archiwum beneficjenta.

Jaką rolę w kreowaniu innowacyjności odgrywać będzie Europejski Fundusz Konkurencyjności, który ma być jednym z filarów nowego budżetu UE po 2027 roku?

Europejski Fundusz Konkurencyjności odegra istotną rolę, integrując finansowanie badań, rozwój technologii i ich komercjalizację w ramach jednego, spójnego procesu. To istotna zmiana, bo jak wspomniałam, jednym z największych wyzwań europejskiego systemu innowacji jest nie tylko tworzenie nowych rozwiązań, ale również doprowadzanie ich do etapu, na którym mogą konkurować na rynku. Znaczenie ma również uproszczenie dostępu do finansowania i lepsze dopasowanie instrumentów do potrzeb przedsiębiorstw. Fundusz ma wspierać zarówno startupy, sektor MŚP, jak i większe przedsiębiorstwa, uczelnie i jednostki badawcze, a także pomagać w przyciąganiu kapitału prywatnego. Szczególne znaczenie będzie miało wsparcie strategicznych sektorów, takich jak AI i technologie cyfrowe, czyste technologie, biotechnologia, ochrona zdrowia oraz technologie kosmiczne.

Dlaczego w nowej perspektywie finansowej nacisk zostanie położony na rozwój technologii podwójnego zastosowania, czyli rozwiązań wykorzystywanych w gospodarce cywilnej i w obronności?

Technologie podwójnego zastosowania nie są niczym nowym i nie traktowałabym ich jako nowego trendu. Od dawna rozwiązania opracowywane z myślą o jednym sektorze odnajdują się w zupełnie innych obszarach. Znam przykłady technologii, które są wykorzystywane w maszynach rolniczych, a jednocześnie znajdują zastosowanie w projektach kosmicznych NASA czy przedsięwzięciach objętych ścisłą tajemnicą. Temat zyskuje na znaczeniu ze względu na zmieniającą się sytuację geopolityczną, potrzebę wzmacniania bezpieczeństwa Europy i dążenie do większej niezależności technologicznej. Unia Europejska dostrzega, że te same kompetencje i technologie mogą wspierać konkurencyjność gospodarki, a jednocześnie zwiększać zdolności obronne i odporność na kryzysy. Dotyczy to m.in. sztucznej inteligencji, robotyki, zaawansowanych materiałów, sensorów, łączności czy technologii kosmicznych. Rozwój technologii podwójnego zastosowania może otworzyć przedsiębiorstwom nowe rynki i źródła finansowania.

Rozmawiał Łukasz Karkoszka