Nie szukają rozgłosu. Oddają swój czas, energię i serce, by pomagać. Wolontariusze z obornickiego Stowarzyszenia „Ludzki Gest” im. Jana Pawła II pokazują, że nawet drobna pomoc może wnieść uśmiech i promyk nadziei w czyjeś życie. W realizacji swojej misji wspierają ich Fundusze Europejskie. To opowieść o tych, którzy potrafią dostrzec drugiego człowieka w chorobie, starości i u kresu życia.
Oborniki, położone u zbiegu Warty i Wełny, to urokliwe miasteczko, w którym codzienne życie toczy się w rytmie lokalnych spraw. Właśnie tutaj działa Stowarzyszenie Wspólnota Wolontariuszy Hospicyjnych „Ludzki Gest”, skupiające tych, którzy nie chcą odwracać wzroku od cierpienia i samotności. Młodszych i starszych, których łączy przekonanie, że pomaganie nie kończy się na współczuciu.
***
W siedzibie Stowarzyszenia wita nas Grażyna Stachowiak, która jest nie tylko prezesem organizacji, ale i dobrym duchem tego miejsca. Z uśmiechem przyznaje, że potrzeba działania społecznego towarzyszyła jej od dawna. Już na studiach zetknęła się z ruchem hospicyjnym. Postanowiła zaszczepić tę ideę w rodzinnych Obornikach.
– Na początku angażowały się osoby po pięćdziesiątce, które czuły, że ich aktywność zawodowa powoli dobiega końca, ale wciąż mają energię i potrzebę, by działać na rzecz innych. Wkrótce dołączyli młodzi. W ten sposób zaczęły funkcjonować dwie grupy wolontariuszy - dorosłych, którzy działali w ramach hospicjum domowego i młodzieży, która opiekowała się osobami z niepełnosprawnościami – opowiada Grażyna Stachowiak. – Z czasem zaczęliśmy rozwijać działalność. Nawiązaliśmy współpracę z Narodowym Funduszem Zdrowia, uruchamiając hospicjum domowe. Pozyskaliśmy też unijne środki, dzięki którym uruchomiliśmy Dzienny Dom Pomocy, Klub Seniora i mieszkanie wspomagane – opowiada.
Na kolejne przedsięwzięcia Stowarzyszenie pozyskiwało środki, organizując koncerty, licytacje i różnego rodzaju akcje. Jednym z najbardziej niezwykłych doświadczeń była „Bitwa na głosy”. W programie lokalną społeczność reprezentował Liber, a udział w telewizyjnym przedsięwzięciu stał się okazją, by o działaniach Stowarzyszenia usłyszała cała Polska. Były wizyty w szkołach i spotkania z młodzieżą. Powstała nawet piosenka „Ludzki Gest”.
– Od początku zależało mi na tym, żeby wolontariat był przestrzenią, w której młody człowiek może się rozwijać i kształtować swoją osobowość. Opiekując się innymi, młodzi uczą się empatii i wrażliwości na potrzeby drugiego człowieka – mówi Grażyna Stachowiak i przywołuje historię, którą szczególnie lubi opowiadać. To opowieść o wolontariuszce - Jagodzie, która jeszcze w gimnazjum zaczęła odwiedzać chłopca z niepełnosprawnością. Tam miała okazję przyjrzeć się pracy fizjoterapeuty. Zainteresowanie szybko przerodziło się w pasję. Po ukończeniu liceum wybrała studia na tym kierunku. Kontakt ze Stowarzyszeniem się urwał. Aż pewnego dnia dziewczyna znów stanęła w jego drzwiach. Tym razem już nie jako wolontariuszka, lecz absolwentka fizjoterapii, która przyszła z konkretną decyzją: chce tu pracować. Nigdzie indziej. Dziś jest częścią zespołu i to właśnie ona stała się motorem rozwoju działań rehabilitacyjnych realizowanych przez Stowarzyszenie.
***
Michalina do Stowarzyszenia trafiła trochę przez przypadek. Dziś odpowiada za rozliczanie projektów, ale jej historia zaczęła się od zadania, którego trudno byłoby się spodziewać.
– Akurat, gdy przyszłam zapytać, czy znalazłoby się tu dla mnie jakieś miejsce, Stowarzyszenie dostało od zaprzyjaźnionej fundacji komorę hiperbaryczną. A że potrzebna była osoba do jej obsługi, wybór padł na mnie – śmieje się. – Z czasem zaczęłam angażować się również w pomoc podopiecznym. Z pozoru były to zwyczajne czynności - zakupy, podwiezienie, rozmowa.
Michalina szybko przekonała się, że nie zawsze trzeba robić coś spektakularnego, by być potrzebnym. Czasem wystarczy po prostu przyjść i poświęcić komuś swój czas. Szczególnie polubiła spotkania z seniorami. Bez pośpiechu, bez zerkania na zegarek.
– Opowieści o tym „jak to było kiedyś” zawsze mnie fascynowały – przyznaje. – W świecie, w którym tak wiele załatwiamy w biegu, takie chwile nabierały szczególnego znaczenia. Jedno spotkanie szczególnie zapadło mi w pamięć. Pewna starsza pani podzieliła się ze mną wspomnieniami wojennymi. Opowiadała o ucieczce z rodzinnego domu, o ludziach jadących na powozach, pod sianem, niepewnych dokąd zmierzają i co przyniesie kolejny dzień. Do dziś to pamiętam – mówi.
***
Dla Haliny Chudzik przygoda z wolontariatem również zaczęła się nietypowo – od mamy, która będąc na emeryturze opowiadała o odwiedzinach sąsiadek.
– Mówiła mi, jak bardzo te panie się cieszą, że mogą z kimś porozmawiać. Pomyślałam, że też mogłabym się zaangażować. W ośrodku pomocy społecznej spotkałam Grażynę, która chciała rozwijać wolontariat. Porozmawiałyśmy i tak się zaczęło – wspomina.
Na początku chodziło przede wszystkim o to, by przyjść, porozmawiać, czasem po prostu pomilczeć razem. Z czasem wolontariuszki przeszły szkolenia opiekuńcze i paliatywne, a ich pomoc nabrała nowego wymiaru.
– To otworzyło mnie na ludzi. Wcześniej nie umiałam tak po prostu odezwać się do kogoś nieznajomego. Podczas tych spotkań nauczyłam się nie uciekać od tematów, nawet tych najtrudniejszych, związanych z odchodzeniem.
Jedno spotkanie wspomina do dziś. Młody mężczyzna umierał na raka. Jego żona musiała pracować, w domu czekała jeszcze ich półtoraroczna córeczka. On chciał być z nią jak najdłużej. Patrzeć, jak rośnie, uczestniczyć w jej życiu, zostawić po sobie wspomnienia. Halina przychodziła do ich domu i pomagała w opiece nad dzieckiem.
– Chodziło o to, żeby mogła być przy tacie i żeby go zapamiętała. To były bardzo wzruszające chwile – zawiesza głos.
Halina wie, że podopieczni powierzają wolontariuszkom nie tylko codzienne troski, lecz także myśli, których często nie wypowiadają przy najbliższych.
– Jesteśmy jak konfesjonał – podkreśla. – Najtrudniejsze jest to, kiedy ludzie odchodzą. Człowiek się przywiązuje, zżywa, zaprzyjaźnia, a potem trzeba się rozstać...
***
Kiedy Maria przeszła na emeryturę w 2007 roku, za sobą miała lata ciężkiej, wyczerpującej pracy. Początkowo trudno było jej odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
– Byłam trochę w dołku – przyznaje.
Gdy dowiedziała się, że powstaje hospicjum domowe i poszukiwani są wolontariusze, postanowiła spróbować. Nie była jednak pewna, czy podoła temu zadaniu.
– Na szczęście, przeszliśmy kursy przygotowawcze – opowiada. – U podopiecznych czasem chodziło o pomoc w codziennej pielęgnacji, czasem o pocieszenie, a niekiedy po prostu o obecność i towarzyszenie.
Mimo trudności Maria pamięta przede wszystkim ludzi. Ich życzliwość, serdeczność i to, ile potrafili jej dać, choć sami zmagali się z chorobą i cierpieniem. W tym samym roku, w którym rozpoczęła swoją przygodę z hospicjum, sama usłyszała diagnozę: nowotwór. Nagle znalazła się po drugiej stronie doświadczenia choroby.
– Pomoc i wsparcie dziewczyn, z którymi pracowałam, była wtedy bezcenna – opowiada.
Choroba pozwoliła jej jeszcze głębiej zrozumieć ludzi, którym wcześniej towarzyszyła. Przekonała się, jak bardzo diagnoza potrafi zmienić spojrzenie na codzienność i relacje.
– Kiedy człowiek choruje, zmieniają się jego wartości życiowe. Sama tego doświadczyłam – mówi. – Wolontariat był dla mnie odnową. Inaczej spojrzałam na ludzi. Czasem słyszy się, że ktoś zaniedbuje starszą schorowaną osobę. Oburzamy się, ale trzeba tam pójść, zobaczyć, doświadczyć tego, żeby naprawdę zrozumieć...
Maria do wolontariatu przekonała córkę, która wybrała pracę z trudną młodzieżą.
– Trzeba coś z siebie dać. Wtedy człowiek jest szczęśliwszy – mówi.
***
***
W siedzibie Stowarzyszenia spotykamy Zuzię i Kacpra – najmłodszych w ekipie wolontariuszy. Zuzia pierwsze doświadczenia zdobywała w Młodzieżowej Radzie Miejskiej. Brała udział w zbiórkach i akcjach charytatywnych. Do Stowarzyszenia trafiła w tym roku, początkowo na staż. Została na dłużej, bo spodobało jej się to, co zobaczyła od środka. Dziś pomaga przede wszystkim w sprawach administracyjno-biurowych.
– Młodzi też chcą coś zmieniać i mieć wpływ na to, jak kształtuje się nasze społeczeństwo i jak wygląda najbliższa okolica. Tutaj widzę, że naprawdę można coś zrobić – mówi.
Ważny jest dla niej również kontakt z podopiecznymi.
– To daje szerszą perspektywę na życie – dodaje.
Kacper dołączył w marcu. Zaczął od stażu. Lubi pomagać seniorom.
– Nie znałem swoich dziadków, więc takie spotkania dają mi możliwość poznania tego, jak kiedyś wyglądało życie. Mogę posłuchać o dawnych czasach, o tym, co ludzie przeżyli. To ciekawe doświadczenie – przyznaje.
Na razie Kacper uczy się w liceum w trybie zaocznym. Przed nim jeszcze wiele decyzji i możliwości, ale już teraz znalazł miejsce, które traktuje jak dom.
***
Stowarzyszenie rozpoczyna kolejny projekt unijny – „Siła Ludzkiego Gestu – rozwój potencjału Wspólnoty Wolontariuszy Hospicyjnych”. Celem jest wypracowanie strategii działania.
– Za nami wiele lat pracy i zaangażowania. Wiemy, ile udało się osiągnąć, dlatego tak ważne jest dla nas, żeby nie stracić tego, co wspólnie stworzyliśmy. Chcemy zachować dotychczasowy potencjał, ale mieć też siłę na kolejne wyzwania, stąd potrzeba opracowania strategii, która wskaże nam kierunek – podkreśla Grażyna Stachowiak.
Projekt zakłada rozwój kompetencji i kwalifikacji zespołu, wzmocnienie zaplecza organizacyjnego oraz doposażenie biura w niezbędny sprzęt. Ważnym elementem będzie również komunikacja z otoczeniem – tak, by o działaniach Stowarzyszenia można było opowiadać szerzej, docierać do nowych odbiorców i zachęcać kolejnych ludzi do zaangażowania. Jednym z pomysłów jest kampania „Młodzi dla życia”, promująca ideę wolontariatu międzypokoleniowego. Ważne będzie także rozwijanie partnerstwa z innymi organizacjami oraz poszukiwanie nowych źródeł finansowania, które pozwolą utrzymać i rozszerzać dotychczasową działalność.
***
Projekt „Żyć samodzielnie: Usługi społeczne dla osób z ograniczoną samodzielnością świadczone w lokalnej społeczności na terenie powiatu obornickiego, Gminy Suchy Las oraz Gminy Szamotuły” realizowany będzie do końca grudnia br. Całkowity koszt przedsięwzięcia to ponad 7,5 mln zł, z czego unijne dofinansowanie wyniosło ponad 5,2 mln zł. Drugim unijnym projektem realizowany przez obornickie Stowarzyszenie jest „Siła Ludzkiego Gestu – rozwój potencjału Wspólnoty Wolontariuszy Hospicyjnych”. Całkowity koszt przedsięwzięcia to ponad 426 tys zł, z czego unijne dofinansowanie wyniosło przeszło 421 tys zł. Przedsięwzięcie realizowane będzie do grudnia 2028 r.
Łukasz Karkoszka


